|
|
|
|
|
|
|
|
2006
ukochana |
|
YOU COULD HAVE LOCKED YOURSELF UP FOR TEN YEARS AND SO ŁŻEM I WOBEC prawdę mówiąc wcale nie mam ochoty tu siedzieć, wdychać tego powietrza, oglądać tych twarzy i naparzać wszystkich eńiów, ełów i żetów na klawiaturze. po tysiąckroć wolałabym, żeby za kołnierz wlewały mi się hektolitry deszczu, wolałabym mylić się co do stron przy przechodzeniu przez ulicę, mogłabym nawet znieść kręcące się od irlandzkiej mgły włosy. nie mam ochoty tu być. a po kolejnym rozczarowaniu, tym razem ogromnym, nie chcę tu być wcale. mam za to ochotę uśmiechnąć się z pogardą, popłakać się, wrzasnąć, porzygać się, względnie zrobić to wszystko jednocześnie. z tych wszystkich wrażeń żołądek zjechał mi gdzieś w okolice dupy i nie chce wrócić na miejsce. nie jest to bynajmniej miłe. bo nie dostał się tam z radości. DIASPORA władzę ma ten, komu mniej zależy. za szybko mi to wszystko poszło, za szybko poszło w górkę, w uniesieniu, za szybko spadnie. nie chcę, żeby spadało. nie chcę, żeby za szybko wspinało się dalej. bo wtedy już tylko za szybko boli. może to tylko filmy z mojego chorego umysłu, ale władzę ma ten, komu mniej zależy. o nie, nade mną nikt władzy mieć nie będzie. nic z tego, że już ma, muszę się opanować, muszę się naprawić. wyjeżdżam na dwa tygodnie. żeby się opanować, żeby się naprawić. wiem, że trudno będzie chwytać za narzędzia i majstrować, kiedy z każdym utworem na głowę zwalać mi się będzie tęsknota. ale spróbuję, spróbuję pomajstrować guinessem, naprawić zadymionymi pubami i irlandczykami z błyskiem w oku. a tęsknota? a tęsknota będzie przygniatać mnie jeszcze bardziej, widząc błysk w męskim oku. ciekawa zależność. ciekawa i przerażająca mnie. im mocniejsze uczucia, tym słabsza ja. a miałam być wolna i szczęśliwa tylko ze sobą, jak kiedyś. nie jestem. OVARY STRIPE białko się ścina! gorąco. wakacje, o tak. od początku przywaliły z grubej rury. i zaczęły się. upchnięciem parszywego świadectwa mego jeszcze bardziej parszywego całorocznego lenistwa w odmęty komody, a później w bardzo dobrym stylu, w dobrym guście lat 60tych i w złym guście nielegalnych halucynacji nabytych, w postaci żółtego i fioletowego nieba, fosforyzujących rybek i tajnych organizacji, przemieszczających się po terenie imprezy absolutnie zamkniętej. i śmiechu, ale to raczej normalne dla tego stanu. aż za bardzo. dalej trzy dni na dwóch kółkach od deski, masa przystojnych facetów, z naciskiem na jednego. dużym. jestem tysiąc razy bardziej obrzydliwie zakochana w sobie, niż przedtem. o ile się da. otóż jeśli zobaczycie moją głowę tandetnie wklejoną w ciało cycatego babska, dajcie znać, będę wiedziała, że na unicestwienie ma oczekiwać przystojny dupek z usa, z tool'owym fiutem na plecach. świetna koszulka swoją drogą. podobno jestem za mało medialna i połowa ludzi czytających te właśnie wymioty z mojej głowy, nie rozumie ich. aj. forgiw mi, pipul. będę się starać. teraz mam zamiar rzucić się w wir nielegalnych wyjazdów w okolice piły, legalnych do gdańska i plepleple, zapić się, zapalić się, zaimprezować na śmierć. chętni do zbiorowego samobójstwa w ww. sposób? zapraszam. I RUN FROM THE TIDE tadam. ładnie, nie? to dla was, na dzień dziecka. chyba cieplej, chyba jaśniej, chyba opady jakieś lżejsze. a mnie się snowboard zamarzył. kawał dechy jakiejś i sru w białość. ale o nie. tak łatwo nie ma. o kurwa, że tak powiem. miało być ciepło. wiem, że napisałam, że cieplej chyba, ale miało być ciepło. ciepło, ciepło, smażonko, puchnące konczyny, sama przyjemność, uh. a nie jest. i jakoś mi z tym nienajgorzej, mimo że za to linczem opalonych, rozpalonych, napalonych plażowiczek grozi. trudno, śmiało dziewczęta. chodzę wszędzie, napędzana tym, co w słuchawkach, jak pieprzone króliczki duracell. ku uciesze łowców debili śpiewam do siebie na ulicy. i udaję, że kręcę teledysk. o zgrozo, pewnie, ale to takie fajne przecież. mam ochotę na różowe włosy. i kurzy mi się z pomiędzy palca wskazującego, a środkowego i to absolutnie za dużo. niedługo będziecie musieli mi znaki tymi śmiesznymi pałkami dawać, jak na lotnisku, zebym cokolwiek zobaczyła. jezu, co ja piszę, znaki pałkami, wspaniale. PARLEZ -VOUS FREEZEPOP? powoli wszystko wraca do porządku i w najbliższym czasie, szczerze oczekiwanym i możliwie jak najdłuższym, nie mam zamiaru być durnym odpadem miłosnych uniesień i kretyńskich zawirowań towarzyskich. w sensie oh ah, jestem bogiem, kochajcie wy mnie, nie ja was. i bardzo dobrze. globalne ocieplenie nadciąga złowieszczo i nieubłaganie. a ja chyba pierwszy raz od trzech lat naprawdę cieszę się na myśl o cieple, a nie tylko o tym, że nie będzie zimno. żyję niespokojnie, bo tak wybrałam, targam się od jednej strony, szanownego mego jestestwa, do drugiej, bo tak lubię, palę jak smok, bo sprawia to przyjemność, strzelam oczami, bo tego pragnę. i integruję się z wami, moi towarzysze piątkowego cierpienia, na wszelkie możliwe sposoby, mimo że to niepotrzebne. a potrzebne? cmok w dupę, strzał w czoło melancholii. V ideas are bulletproof jestem w szoku. to, o czym myślałam, jest nieważne, a raczej ważnym jest, ale nie teraz, teraz nie. wszystko mi się wywróciło. jest to śmieszne i boję się, że minie, jak szybko przyszło. bo tamto przyszło, zostało, ale przyćmione teraźniejszością. to przyszło i płonie czerwienią. na jak długo? maski. maski i maski. jestem hollywoodzką gówniarą, powiesz. mam to w dupie. teraz wielką część mojego serca tworzą dwie maski, na dwóch twarzach, po dwóch osobach. jedna nie żyje od wieków. druga nigdy nie istniała. wiem, że nikt nic nie rozumie. inni być może część, kto rozumie całość? remember, remember the fifth of november the gunpowder treason and plot I know of no reason why the gunpowder treason should ever be forgot ideas are bulletproof |
|
|
|
|
|
||
|
|
|
|
|
|
by verlaine